O autorze
"Los sprawia nam cały czas niespodzianki. To nam uchyla skrawek raju by za chwilę rąbnąć obuchem w łeb. Raz jest grobowa cisza a za chwilę wszystko wokół nas gra, drga, śpiewa, płynie, koi nerwy i leczy. W Ameryce na pytanie "How are you?" czyli "Jak się masz", obowiązkowo odpowiadamy: "I am fine" czyli "mam się dobrze". U nas w Polsce odpowiedź jest na ogół pesymistyczna. Ja to zmieniam, bo wierzę i to się u mnie setki razy sprawdziło, że optymistyczne nastawienie do życia opłaca się stokrotnie. Dwa magiczne słowa WSZYSTKO GRA to pozytywne zaklęcie.

Z lotu ptaka,po czterdziestu latach

Początek lutego, 2014 Siedzę sobie w łóżku w moim mieszkaniu na 10 piętrze, między 6 a 7 dmą Avenue na Manhattanie w Nowym Jorku, czyli w centrum świata. Przynajmniej jest to dla mnie trafienie w 10tkę na tarczy światowego jazzu. Za oknem zimno -9 C i są przeciągi, i to dlatego powietrze jest tu o wiele lepsze niż w naszej spalinowej Warszawie, choć ruch samochodowy nie ustaje tu nawet na chwilę.

To tu przywędrowaliśmy z Michałem Urbaniakiem moim byłym mężem (On zawsze mówi w wywiadach: przyjechałem, a ja mówię zawsze w wywiadach: przyjechaliśmy!) na lotnisko JFK, 11 go września 1973 go roku. Pół roku temu minęło 40 lat!!! Lepiej brzmi cztery dekady temu. Jakoś tak krócej, szybciej... Siedzę z komputerem na kolanach i próbuję ogarnąć, zapisać na tej stronie jakie obrazy wpychają się na całego do mojej pamięci i właśnie teraz machają do mnie, krzycząc, pamiętasz, pamiętasz? No pewnie, że pamiętam, odpowiadam sobie pod nosem.

Lata temu, wychodząc z mojego budynku i skręcając w prawo, mijałam kilka bram a tuż za nimi duże lustro udające szybę wystawową. Miałam zwyczaj zwalniać kroku, żeby przez chwilę przyglądnąć się sobie. To lustro odpowiadało mi na pytanie, jak wyglądam, jak się czuję i wogóle co mi w duszy gra tego dnia. Na ogół wychodziłam tylko z torebką a wracałam objuczona ciężkimi plastikowymi torbami z zakupami. Lub też wychodziłam w szpilkach (już po rozwodzie z Urbaniakiem, bo będąc z Michałem, goniłam w tenisówkach, bo jak targać instrumenty w szpilkach!) a wracałam z randki, niepewnym krokiem (och te szpilki!!) i na ogół dosyć późno. Gdy było mi ciężko na duszy i grała w niej tylko muzyka rozpaczy, lub żałoby, przechodziłam koło ulicznego lustra wolno, ledwo siebie zauważając a jak już spojrzałam śmielej to widziałam zmęczoną, zgarbioną, w pół złamaną staruszkę. Ale były czasy kiedy śmigałam sprawnie, szybko i nie przeszkadzały mi w tym szybkim kroku, rosnące pod moim sercem, najpierw Kasia potem Mika. Był 1978 rok, pełnia lata. Stałam przed lustrem w jasnej rozkloszowanej sukience, kilka tygodni przed urodzeniem Kasi i przyglądałam się sobie i myślałam: co z tej mojej Kasi wyrośnie (już wiedziałam, że to będzie dziewczynka o imieniu Kasia)? Nagle podszedł do mnie nasz doormen Steve i przekazał mi wiadomość. Polak Papieżem! Stałam jak wryta, stałam i stałam....

W kwietniu, czyli za dwa miesiące wracam tu, do Nowego Jorku, bo zostałam poproszona przez tutejszy konsulat, żeby w dniu kanonizacji naszego papieża przeczytać wybrane fragmenty z jego nauk dla wiernych zebranych tego dnia w przepięknej katedrze Świętego Patryka na Manhattanie. Za parę godzin przeglądnę się w moim wystawowym lustrze i stanę koło Uli sprzed przeszło trzech dekad i pomyślę: Jakie to jest fascynujące, że to nie my piszemy scenariusze naszego życia, ale kto tak naprawdę za tym stoi?? Bóg raczy wiedzieć!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...