O autorze
"Los sprawia nam cały czas niespodzianki. To nam uchyla skrawek raju by za chwilę rąbnąć obuchem w łeb. Raz jest grobowa cisza a za chwilę wszystko wokół nas gra, drga, śpiewa, płynie, koi nerwy i leczy. W Ameryce na pytanie "How are you?" czyli "Jak się masz", obowiązkowo odpowiadamy: "I am fine" czyli "mam się dobrze". U nas w Polsce odpowiedź jest na ogół pesymistyczna. Ja to zmieniam, bo wierzę i to się u mnie setki razy sprawdziło, że optymistyczne nastawienie do życia opłaca się stokrotnie. Dwa magiczne słowa WSZYSTKO GRA to pozytywne zaklęcie.

Kim Ona jest?

Kilka dni temu wróciłam ze Szwecji z Goeteborga.

Czekając na samolot w hali odlotów, podszedł do mnie pan w średnim wieku i zagadnął:
- Pani wspaniale śpiewa. Jest pani wielką artystką Ja panią śledzę i podziwiam od lat i jestem autentycznie panią zachwycony. Pani nazwisko: Krystyna Prońko to brzmi dumnie. - Uśmiechnęłam się do niego i dziękując za komplementy, odpowiedziałam:
- No widzi pan, a mnie ciągle mylą z Urszulą Dudziak.
Na moje słowa, wielbiciel wokalu żachnął się i poirytowany zaczął wyrzucać z siebie zdania jak jakąś niestrawność:
- Do Dudziak? Nigdy w życiu! Ona w ogóle nie umie śpiewać, to co ona robi bardzo mnie denerwuje i jej nie znoszę. Pani a ona to jak niebo i ziemia, a raczej, niebo i piekło.
- No widzi pan, taki już mój los - zakończyłam tę emocjonalną (z jego strony) konwersację. Innym razem wychodząc z kina Atlantic w Warszawie natknęłam się na dwóch meneli. Nagle jeden pokazując na mnie wyciągniętą ręką z celującym palcem, krzyknął do drugiego:
- Patrz Heniu, idzie Edyta Geppert!
Byłam już Ireną Jarocką i Marylą Rodowicz, natomiast nie zapomnę jak po wieloletniej nieobecności w Polsce zaczęłam koncertować w kraju z zespołem Walk Away. Po koncercie w Krakowie postanowiliśmy pójść na kolację do restauracji. Weszliśmy do jakiegoś lokalu i schodząc po szerokich schodach do sali restauracyjnej z towarzystwa siedzącego przy dużym stole, poderwał się Piotr Skrzynecki i krzyknął na całe gardło:
- Ludzie patrzcie Matka Boska przyjechała!!!
Od pewnego czasu jak mam tylko wolną chwilkę, pakuję manele i jadę na wieś do znajomych. Jest to dla mnie cudowny relaks. Jedną z ulg jest całkowita rezygnacja z makijażu. Zero! W drodze powrotnej kupuję jajka u znajomego gospodarza. Dzisiaj wyniosła mi nabiał przed bramę mama właściciela, która widziała mnie po raz pierwszy. Po kilku moich słowach, pani matka nagle wykrzyknęła:
- Poznałam panią po głosie!!! - Nie zdziwiłam się, że nie po urodzie bo w moim konkretnym przypadku, bez makijażu wyglądam beznadziejnie i nikt nie podejrzewa, że to ja, chyba, że ma się bardzo wyczulone ucho do rozpoznawania ludzi po głosie. Kiedy jako nastolatka debiutowałam z Krzysiem Komedą w warszawskim klubie jazzowym w Piwnicy pod Hybrydami, Zosia Komedowa, moja mentorka, widziała we mnie zdolną wokalistkę jazzową o szwabskim imieniu i beznadziejnym nazwisku. W dniu premiery wisiał plakat obwieszczający pojawienie się nowej gwiazdy wokalu: Doroty Cedro. Kilka dni później byłam Urszulą MAY (imię może nie najgorsze, ale nazwisko???), żeby w końcu zostać przy swoim. W szkole mnie przezywali Duda i wtedy byłam zła na na Dudziak, ale jak nauczycielka czytała treny Kochanowskiego to byłam dumna ze swego imienia. Dzieci patrzyły na mnie ze łzami w oczach, że Urszulka taka mała a już umarła a ja siedziałam w ławce dumna jak paw. Teraz żyjemy w przyjaźni, jesteśmy dla siebie dobre bo przecież zostaniemy ze sobą na zawsze.
Trwa ładowanie komentarzy...