O autorze
"Los sprawia nam cały czas niespodzianki. To nam uchyla skrawek raju by za chwilę rąbnąć obuchem w łeb. Raz jest grobowa cisza a za chwilę wszystko wokół nas gra, drga, śpiewa, płynie, koi nerwy i leczy. W Ameryce na pytanie "How are you?" czyli "Jak się masz", obowiązkowo odpowiadamy: "I am fine" czyli "mam się dobrze". U nas w Polsce odpowiedź jest na ogół pesymistyczna. Ja to zmieniam, bo wierzę i to się u mnie setki razy sprawdziło, że optymistyczne nastawienie do życia opłaca się stokrotnie. Dwa magiczne słowa WSZYSTKO GRA to pozytywne zaklęcie.

Listopad? Dla mnie WIOSNA!

Widok z okna na rzeczkę "Szeptulę"
Widok z okna na rzeczkę "Szeptulę"
Za chwilę będzie 3 tygodnie od moich 70tych urodzin i blisko 2 tygodnie od mojego promocyjno-urodzinowego koncertu w warszawskim Teatrze-Och.

Piszę te słowa siedząc w kuchni z widokiem na prześliczną rzekę. Jej szwedzka nazwa to Viskan (od słowa szept) po naszemu Szeptula. Jestem z moją siostrą Danusią i z moim narzeczonym Bogdanem (tak, tak, ale to wszystko co wiem na ten temat!!!) u brata Leszka w malutkiej wiosce Rydal niedaleko Goteborga w Szwecji. Udało mi się wymknąć z Warszawy na kilka dni po zamieszaniu, celebrowaniu, gonieniu po telewizjach i udzielaniu dziesiątki wywiadów a to wszystko w związku z wydaniem mojej najnowszej płyty "Wszystko Gra" przez siedemdziesięcioletnią "licealistkę" Dudziak. Dwa koncerty w moim ukochanym miejscu gdzie śpiewałam przez ostatnie dwa Sylwestry (podwójne koncerty!) czyli Teatrze -Och były wyjątkowe. Czułam się wspaniale, zespół grał świetnie a moja niespodzianka czyli córka Mika śpiewała wzruszająco. Jak wróciłam po koncercie do domu byłam szczęśliwa, ale też bardzo zmęczona. Teraz wypoczywam i mam chwilę, żeby się zastanowić nad moim życiem baaaardzo dojrzałym. Siedem dekad, to nie żarty, ale też nie powaga przez duże P. Na dzień dzisiejszy widzę tylko dobre strony tego wieku. Czyli…. Jestem mądrzejsza niż kiedykolwiek przedtem jestem kobietą spełnioną a to mi daje wolność. Z radością i na luzie podchodzę do nowych wyzwań, pomysłów, projektów. A ile mam jeszcze nieodkrytych talentów??? Teraz one jak grzyby po deszczu pokazują swoje fascynujące oblicze! Już nie kurczę się, nie boję się nie chowam nie uciekam. Uważnie się przyglądam wsłuchuję i z szacunkiem podchodzę do mojego instynktu i mądrości życiowej wynikającej z doświadczenia. Schody czasami strome, śliskie, niebezpieczne, pokonywałam z trudem, wyjąc z wysiłku, ale weszłam na górę. A z góry widzę cały świat jak na dłoni a jaki widok!!!!!! Doceniam czas, który pędzi jak oszalały, skupiam się na priorytetach i nie marnuję czasu na duperele i pierdo-niusy. Minimum telewizji. Oglądam tylko uważnie wyselekcjonowane programy a najczęściej transmisje z turniejów tenisowych bo to mój ukochany sport. Gram w tenisa, jestem w ciągłym ruchu, trochę gimnastyki np 5 rytuałów tybetańskich, chiński Qui gongs, skakanka, hula hop i trampolina. Rzadko korzystam z wind chyba, że mam przed sobą wieżowiec. Przyglądam się kąskom, które wkładam do ust, studiuję etykietki na produktach spożywczych i wiem kto czycha na moje zdrowie a kto się cieszy jak nie szwankuje. Podchodzę do ludzi (wszystkich!!!!) z ufnością i jeśli nawet się na tej otwartości "przejadę", to nie żałuję i nie zmieniam się, nie złoszczę (denerwować się to znaczy katować swój organizm przez czyjąś głupotę) i nie obrażam się. Nie pouczam!!!! ktoś chce mojej rady? Bardzo proszę!! Otwieram serce!! Mieszkam w ukochanej, niestety zanieczyszczonej Warszawie, dlatego jak mam tylko jakiś chwilowy, czasowy luz, jadę do rodziny do Szwecji albo lecę do mojej wsi w lasach łukowskich i ratuję płuca, głowę i głos. Jestem życiowa wiercipięta, cały czas w ruchu, trudno, mnie dogonić. Podejrzewałam problemy z tarczycą (nadpobudliwość???) lub ADHD (szybko, szybko, natychmiast,teraz!!!) Nic z tych rzeczy!!! Diagnoza: Ukochanie życia i wykorzystywanie każdej chwili z troską i respektem.
Trwa ładowanie komentarzy...