Opole 2014

Oglądam właśnie 51 festiwal w Opolu i wracam myślami do pierwszego w 1963 roku. To był mój debiut i nigdy go nie zapomnę. Byłam ubrana w sukienkę, którą przysłał mi wujek Józiu z Anglii.

Była śliczna z zielonej tafty w małe aksamitne kwadraciki, bez rękawków z dekoltem w karo, kloszowana. Na nogach miałam czarne czółenka tzw kaczuszki. Z za kulis wyszedł Piotr Skrzynecki ze swoim słynnym dzwoneczkiem i zaanonsował mnie teatralnie, śpiewanym głosem. Wyszłam niepewnym krokiem i zatrzymałam się przed mikrofonem na drżących nogach. Miałam zaśpiewać dwie piosenki "Ulice Wielkich Miast" z muzyką Jana Ptaszyna Wróblewskiego z tekstem Agnieszki Osieckiej i "Nie Jest źle" też z tekstem Agnieszki, ale z muzyką Krzysztofa Komedy. W zespole, który mi akompaniował grał Jerzy Abratowski na fortepianie, na saksofonie Michał Urbaniak, Adaś Skorupka na kontrabasie a na perkusji słynny Mirek czyli Byliński. Scena na której stałam przeszło 5 dekad temu, wyglądała zupełnie inaczej w porównaniu z tym co widzę w tej chwili. Nie wiem jak to nazwać co widzę. Brak mi słów, ale nie ma na pewno nic wspólnego z minimalizmem.

Cofam się znowu kilka dekad wstecz. Śpiewam przestraszona, w obawie, że zapomnę tekstu, że skupi uwagę mój brzydki nos i że będzie słychać, że seplenię. W połowie drugiej piosenki nagle zerwał się wiatr i jego podmuch zmiótł muzykom nuty z pulpitów co umknęło mojej uwadze. Nagle akompaniament, który był jedyną moją nadzieją i podporą, zamilkł. Zostałam zupełnie sama, w szoku. Czy tak fatalnie zaśpiewałam, że muzycy przestali grać? to była pierwsza myśl, która jak piorun przeszyła moje zmysły. Dokończyłam piosenkę a capella i zbiegłam ze sceny i za kulisami, rozpłakałam się w głos. Teraz jak to wspominam, chętnie bym stanęła koło tej zapłakanej Urszuli i powiedziałam bym; Hej Uleńko, nie płacz i uwierz mi: "Nie jest źle" i przytuliła bym ją czule dając poczucie bezpieczeństwa jakie daje swojemu dziecku, matka.
Cały dzisiejszy koncert jest poświęcony 25 rocznicy wolności naszego kraju.

Celebrujemy, cieszymy się mając nadzieję, że to dopiero początek, że my a potem nasze dzieci i przyszłe pokolenia będą umiały otoczyć tę Panią Wolność szacunkiem i miłością. Dzisiaj przeczytałam na portalu Wp.pl, że doradca Putina Siergiej Markow straszy III wojna światową. Jak czytam coś takiego, ogarnia mnie o wiele większe przerażenie niż wtedy kiedy zostałam sama na opolskiej scenie. Moja mama przeżyła wojnę i powiedziała mi kiedyś: tylko nie wojna, ze wszystkim innym można sobie poradzić, ale nie z tym przekleństwem.

Czy naprawdę nasze życie zależy od tych, dla których, Ty ja i wszyscy inni są numerem, ciemną masą, którą można jednym ruchem unicestwić? A kysz a kysz, złe myśli!!!!! Patrzę w ekran telewizyjny. Przez scenę przewijają się artyści dojrzali, wspaniali, którzy nam towarzyszą od wielu lat, artyści młodzi, którzy mają tak dużo przed sobą jak ja kiedyś a wszyscy śpiewają, grają, tańczą i cieszą się z nami wszystkimi, Polską jaką mamy dzisiaj. Nie narzekajmy, cieszmy się, bo to szczęście wywalczyliśmy wspólnie, ale na jak długo, nikt nie wie.
Trwa ładowanie komentarzy...